Obsługiwane przez
iGaming

Współzałożyciel Next.io twierdzi, że wykorzystywanie informacji poufnych na rynkach prognoz jest „najtrudniejszą kwestią do rozwiązania”

Pierre Lindh, współzałożyciel grupy medialnej Next.io zajmującej się branżą iGaming, twierdzi, że umowa dotycząca danych zawarta przez Sportradar z Kalshi stanowi kolejny krok w kierunku legitymizacji rynków prognoz – jednak uważa, że problem wykorzystywania informacji poufnych w tej branży może być niemożliwy do rozwiązania ze względów strukturalnych.

NAPISAŁ
UDOSTĘPNIJ
Współzałożyciel Next.io twierdzi, że wykorzystywanie informacji poufnych na rynkach prognoz jest „najtrudniejszą kwestią do rozwiązania”

Najważniejsze wnioski

  • Lindh twierdzi, że umowa między Sportradar a Kalshi pokazuje, iż front przeciwko rynkom prognoz w branży hazardowej zaczyna pękać.
  • Twierdzi on, że operatorom rynków prognoz brakuje motywacji, jaką mają bukmacherzy, by powstrzymać wykorzystywanie informacji poufnych.
  • Lindh uważa, że Malta jest prawdopodobną drogą prawną do wejścia na rynek UE, a operatorzy będą zmieniać swoją markę na firmy zajmujące się instrumentami pochodnymi.

Sportradar „opowiada się po jednej ze stron” w branżowym impasie

Kiedy w tym miesiącu firma Sportradar zgodziła się dostarczać firmie Kalshi oficjalne dane i narzędzia zapewniające uczciwość, posunięcie to uznano za kamień milowy pod względem technicznym. Dla Pierre’a Lindha, współzałożyciela i dyrektora zarządzającego Next.io oraz siły napędowej marki NEXTPredict, ma to jednak znacznie większe znaczenie. „Myślę, że stanowi to duże potwierdzenie znaczenia rynku prognoz” – powiedział serwisowi Bitcoin.com News, dodając, że umowa ta „stanowi sedno rozliczeń” – szybkiego i bezpiecznego rozstrzygania rynków, które firma Sportradar spędziła dwie dekady na standaryzowaniu w zakładach sportowych. „Do tej pory nie miało to miejsca na rynku prognoz” – wyjaśnił.

Lindh dostrzega w tej umowie drugi sygnał. Amerykańskie Stowarzyszenie Gier Hazardowych (American Gaming Association) wywierało presję na swoich członków, by nie współpracowali z operatorami rynków prognoz, a kilku z nich już zrezygnowało. W tej sytuacji, gdy partnerzy nadal odchodzą, „coraz trudniej jest [the AGA] powstrzymywać firmy przed współpracą z rynkami prognoz”. Jego wniosek: stowarzyszenie „musi zacząć myśleć o zmianie swojej polityki zerowej tolerancji wobec rynków prognoz, bo najwyraźniej to nie działa”. To optymistyczne ujęcie sprawy.

Kilka dni po posunięciu firmy Sportradar w prasie branżowej pojawiła się niezręczna historia dotycząca zgodności z przepisami, kiedy to stan Nevada postanowił oskarżyć firmę Kalshi o nieposzanowanie sądu z powodu niewystarczającego geofence’u opartego na rozwiązaniu własnym. Lindh – który powiedział, że tego samego dnia miał spotkać się ze współzałożycielką i prezesem GeoComply, Anną Sainsbury – wyraził się dosadnie: „GeoComply to standard, tak samo jak Sportradar jest standardem w zakresie rozliczeń i oficjalnych danych”, podkreślając, że operatorzy powinni polegać na sprawdzonych dostawcach, „a nie na rozwiązaniach typu »zrób to sam«”. Jego wniosek był jasny:

„Nie sądzę, żeby to była właściwa rzecz, na której warto oszczędzać”.

Dynamika rozwoju jest realna, choć łatwo ją przecenić. Amerykański rynek zakładów sportowych pozostaje, jak zauważył Lindh, na razie „znacznie większy niż rynek prognoz”, choć różnica ta się zmniejsza: według jego analiz finały NBA przyniosły niemal równowagę między graczami bukmacherskimi a rynkami prognoz pod względem rzeczywistej wartości obrotu, choć sam zastrzegł co do tego porównania: „obroty nie są w tym względzie porównywalne, co sprawia, że porównanie tych branż jest nieco trudniejsze”.

Różnica między tymi dwiema wartościami ma charakter mechaniczny. Zakład bukmacherski jest zawierany jednokrotnie i rozliczany jednokrotnie, więc stawka 100 dolarów zwiększa obroty o 100 dolarów. Kontrakt na rynku prognoz może być kupowany i sprzedawany wiele razy, zanim wydarzenie się zakończy – inwestor otwiera pozycję, sprzedaje ją dalej, kolejny posiadacz sprzedaje ją ponownie, a każda transakcja jest uwzględniana. Ten sam dolar, będący wyrazem przekonania, jest wielokrotnie uwzględniany, co zawyża obroty na rynku prognoz w porównaniu z obrotami bukmacherów. Dlatego właśnie surowe dane dotyczące obrotów przedstawiają nowsze platformy w lepszym świetle, a przychody lub unikalny wolumen są bardziej miarodajnymi wskaźnikami.

Prognozuje się, że obroty związane z Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w grze na prawdziwe pieniądze osiągną rekordowe poziomy w całym sektorze – choć to, czy reprezentacja USA (USMNT) zajdzie daleko w turnieju, czy nie, będzie miało ogromny wpływ na krajowe wyniki, więc rozbieżności w prognozach są duże.

„Najtrudniejsza kwestia do rozwiązania”

Gdy zapytamy Lindha, gdzie sektor jest najbardziej narażony, wskazuje on raczej na redakcję niż na salę sądową. Jak powiedział, historie, które kształtują postrzeganie opinii publicznej, to sprawy dotyczące wykorzystywania informacji poufnych oraz wielkie procesy sądowe – a rynki prognoz przestały być „głównie okrzyknięte jako maszyna prawdy”, stając się rozdziałem w szerszej debacie na temat gamifikacji Ameryki, gdzie „wszystko staje się zakładem”.

Jeśli chodzi o wykorzystywanie informacji poufnych, Lindh wykazał się niezwykłą szczerością jak na kogoś, kto buduje biznes w oparciu o legitymizację tego sektora. „To będzie punkt sporny i najtrudniejsza kwestia do rozwiązania” – powiedział. Wykorzystywanie informacji poufnych na giełdzie jest „dość ściśle ograniczone” i możliwe do śledzenia, ale rynki wydarzeń geopolitycznych już nie: zanim kraj zostanie zaatakowany, „żołnierze są informowani”, a informacja rozprzestrzenia się na zewnątrz. „Myślę, że wyeliminowanie możliwości dostępu do informacji poufnych jest misją niemożliwą” – przyznał.

Podkreślił kluczową różnicę w strukturze biznesowej – a co za tym idzie, w motywacjach: w przeciwieństwie do bukmachera, który traci pieniądze na rzecz gracza działającego w złej wierze, operator rynku prognoz jest neutralnym pośrednikiem. „To, czy ktoś przegra, czy wygra, nie jest sprawą platformy. Ona zawsze pobierze swoją prowizję” – powiedział Lindh, więc „nie ma tak dużej motywacji, by powstrzymać wykorzystywanie informacji poufnych w taki sam sposób, jak ma to miejsce w przypadku firm bukmacherskich”.

Właśnie w tym miejscu ujawniają się ograniczenia umowy z firmą Sportradar: jej narzędzia są ukierunkowane na manipulacje wynikami meczów sportowych, a nie na wykorzystywanie informacji poufnych w kontraktach politycznych lub geopolitycznych, gdzie dochodzi do najgłośniejszych skandali. W wywiadzie z 2025 roku dyrektor generalny Polymarket, Shayne Coplan, zasugerował w programie „60 Minutes” stacji CBS News, że posiadanie przez osoby z dostępem do informacji poufnych „przewagi nad rynkiem jest dobrą rzeczą”, argumentując, że taka działalność przyspiesza odkrywanie prawdy. Od tego czasu firma zmieniła swoje stanowisko, aktualizując w marcu 2026 r. swoje zasady w celu zakazania transakcji opartych na skradzionych poufnych informacjach oraz współpracując z organami ścigania w głośnych sprawach, takich jak zakłady Gannona Kena Van Dyke’a, członka komanda, które przeprowadziło nalot na Maduro.

Środki zaradcze są ograniczone, powiedział: zakazują one udziału polityków i personelu wojskowego, ale „jeśli jesteś czynnym żołnierzem, możesz po prostu przekazać tę informację swojemu bratu”, a „ta osoba może zamiast ciebie dokonać transakcji”. W kontekście rynku akcji stanowiłoby to oczywiście oczywisty przypadek wykorzystywania informacji poufnych. Zbytnie zaostrzenie przepisów wiąże się z pewnymi kosztami. Na niezwykle konkurencyjnym rynku zakazy, które ograniczają pulę inwestorów, przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego, ponieważ „operatorzy dysponujący największą płynnością są tymi, którzy mogą zaoferować najlepszy produkt”.

W rezultacie powstaje „sytuacja bez wyjścia dla operatorów” – stwierdził Lindh, a jego werdykt jest ponury: „biorąc pod uwagę chaotyczny charakter dzisiejszego świata, bardzo, bardzo trudno jest to powstrzymać”.

Droga do Europy – i dalej: rynki prognoz

Wyceny mają sens – argumentował Lindh – dopiero gdy dostrzeże się podział kulturowy. Europejczycy „dostrzegają w produktach rynków prognoz” zakłady sportowe, podczas gdy „Amerykanie są wychowani bardziej jako inwestorzy”, a ich punktami odniesienia są „konkurencja w Robinhood czy Coinbase”, a nie bukmacher. Według Lindha właśnie dlatego „Flutter oscyluje wokół [a] 18 mld dolarów, podczas gdy [Kalshi] wynosi 22 mld dolarów”, a także dlaczego inwestorzy „uważają, że [Kalshi] jest następnym Robinhood”.

Jeśli chodzi o Europę, Lindh dostrzega jedną realną szansę. Malta jest „jedyną jurysdykcją w Europie, która rozważa regulację tego produktu jako finansowego instrumentu pochodnego” – klasyfikacja ta mogłaby otworzyć drzwi do całej UE, a „wszyscy najwięksi gracze rozważają Maltę jako potencjalną jurysdykcję, którą warto wziąć pod uwagę”. (Kilka tygodni wcześniej serwis Next.io gościł Polymarket na swojej konferencji na Malcie.)

Optymizm ten napotyka jednak na niedawny precedens. Najwyższy sąd Europy potwierdził niedawno, że państwa członkowskie mogą zakazać produktów hazardowych niezależnie od licencji innego kraju – i dopóki krajowe organy regulacyjne będą traktować rynki prognoz jako hazard, tak jak zrobiły to w tym miesiącu Niderlandy w przypadku Polymarket, maltańska klasyfikacja może nie zostać przyjęta tak bezproblemowo, jak mają nadzieję operatorzy, jeśli kwestia traktowania tych rynków jako instrumentów pochodnych pozostanie na Starym Kontynencie tak kontrowersyjna, jak obecnie.

W dalszej perspektywie Lindh spodziewa się, że operatorzy przestaną „postrzegać siebie jako firmy zajmujące się rynkami prognoz, a będą raczej traktować się jako firmy oferujące instrumenty pochodne” oraz „w końcu zaczną łączyć się z produktami typu Robinhood”. Spodziewa się również, że w perspektywie średnioterminowej stany USA pójdą w kierunku opodatkowania zamiast wprowadzania zakazów.

Na razie Lindh pozostaje zarówno użytkownikiem, jak i analitykiem. Jako Szwed „ma nadzieję, że Szwecja wygra” mistrzostwa świata i przyznaje, że podczas meczów nieustannie sprawdza rynki – „prawdopodobnie sto razy dziennie”. Powód jest bardziej ludzki, niż można by się spodziewać: „Zawsze fajnie jest zawrzeć kilka transakcji”. Dla branży, która wciąż spiera się o to, czy jest to finanse, czy hazard, może to być najszczersza odpowiedź ze wszystkich.

Ten artykuł został przetłumaczony z języka angielskiego przy użyciu sztucznej inteligencji. Oryginalna wersja angielska jest źródłem autorytatywnym; tłumaczenia automatyczne mogą zawierać nieścisłości, zwłaszcza w terminologii prawnej i regulacyjnej.