Jeremy Grantham, miliarder i inwestor, który przewidział zarówno krach na rynku internetowym, jak i załamanie rynku nieruchomości w 2007 roku, twierdzi, że rynek sztucznej inteligencji (AI) stanowi największą bańkę inwestycyjną w historii Stanów Zjednoczonych i ostrzega, że spadek wartości dynamicznie rosnących akcji spółek z branży AI o 70% nie byłby niczym zaskakującym.
Jeremy Grantham twierdzi, że SpaceX wyznacza szczyt bańki spekulacyjnej związanej ze sztuczną inteligencją i odrzuca bitcoina jako „niepotrzebną bzdurę”

Najważniejsze wnioski
- Jeremy Grantham, który zarządza aktywami o wartości 85 miliardów dolarów w firmie GMO, nazywa AI największą bańką inwestycyjną w historii Stanów Zjednoczonych i ostrzega przed potencjalnym spadkiem cen akcji o 70%.
- Grantham zaleca zainwestowanie 60% oszczędności w indeksy akcji spoza Stanów Zjednoczonych, powołując się na 65-procentowy wzrost na rynkach wschodzących w ciągu ostatnich 12 miesięcy w porównaniu z 25-procentowym wzrostem indeksu S&P 500.
- Grantham twierdzi, że wartość bitcoina ostatecznie spadnie do zera i zachęca inwestorów do kupowania akcji spoza Stanów Zjednoczonych, obligacji oraz metali szlachetnych, zanim pęknie bańka związana ze sztuczną inteligencją.
Jeremy Grantham, współzałożyciel bostońskiej firmy inwestycyjnej GMO zajmującej się inwestycjami instytucjonalnymi, wypowiedział się na ten temat podczas obszernego wywiadu w ramach serii Stevena Bartletta na YouTube zatytułowanej „The Diary of a CEO”. W wywiadzie zaznaczono, że wypowiedzi te stanowią opinie Granthama i „nie są opiniami firmy GMO”. Opierał się on na sześćdziesięcioletnim doświadczeniu rynkowym oraz karierze, w ramach której w szczytowym momencie zarządzał aktywami o wartości nawet 165 miliardów dolarów.
Bańka sztucznej inteligencji i co będzie dalej
Grantham umieścił sztuczną inteligencję obok kolei i internetu jako jedną z przełomowych idei ostatnich dwóch stuleci. Jego zdaniem właśnie to sprawia, że obecna sytuacja jest niebezpieczna.
„Wielkie bańki zawsze powstają wokół tych najważniejszych idei” – powiedział Grantham Bartlettowi. „W przypadku kolei każdy widział, że to zmieni świat. Wszyscy chcieli w to zainwestować. Zainwestowali zbyt dużo i mimo że kolej była pomysłem o spektakularnej sile, jej akcje załamały się, a wszyscy stracili mnóstwo kasy”.
Stwierdził, że sztuczna inteligencja podąża tą samą ścieżką. Zauważył, że wartość akcji Amazona wzrosła sześcio- lub siedmiokrotnie podczas hossy technologicznej w 1999 roku, po czym spadła o 92% w wyniku krachu. Później firma ta zdominowała świat handlu detalicznego. Grantham spodziewa się, że sztuczna inteligencja pójdzie podobną drogą: idea przetrwa, ale akcje – nie.
„Jeśli spojrzeć na dane, to zgodne z historią byłoby, gdyby szczyt nastąpił już wkrótce” – powiedział.
Grantham dodał:
„Moim zdaniem jest to największa bańka inwestycyjna w historii Stanów Zjednoczonych”.
Jako najwyraźniejszy symbol spekulacyjnej przesady podał przykład firmy SpaceX, zwracając uwagę, że firma ta określa swój potencjalny rynek na jedną czwartą światowego PKB i opisuje takie możliwości, jak wydobywanie surowców z asteroid. „Za 50 lat ludzie będą spoglądać wstecz i opowiadać historie o SpaceX i jego prospekcie emisyjnym, tak jak opowiadają historie o bańce południowomorskiej” – zauważył.
Rekomendacje Granthama
Zalecenia Granthama dotyczące portfela dla zwykłych inwestorów są konkretne. Stwierdził, że należy zainwestować około 60% środków w szeroki indeks akcji spoza Stanów Zjednoczonych, obejmujący rynki wschodzące, Europę, Japonię, Kanadę i Australię. Zauważył, że rynki wschodzące zyskały 65% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, w porównaniu z 25% w przypadku indeksu S&P 500.
Jego zdaniem pozostałą część środków należy przeznaczyć na obligacje, niewielką pozycję w metalach szlachetnych, takich jak złoto i srebro, oraz – tam, gdzie to możliwe – na nieruchomości. Skierował inwestorów na stronę treasurydirect.gov, gdzie można bezpośrednio kupować obligacje rządowe USA bez ponoszenia prowizji maklerskich.
Wyraził się jednoznacznie na temat amerykańskich akcji. „Nie kupujcie amerykańskich akcji. To prosta strategia, którą można zastosować” – powiedział.
Aby przedstawić kontekst, Grantham zwrócił uwagę na japoński rynek akcji, który w 1989 r. osiągnął szczytowy poziom 65-krotności zysków, a następnie spadał przez 20 lat. Pełne odzyskanie wartości przez indeks Nikkei zajęło 35 lat. Stwierdził, że obecny rynek amerykański notuje wskaźnik ceny do zysku na poziomie 35–40, co nie jest tak ekstremalne jak w Japonii w szczytowym momencie, ale znacznie przewyższa historyczne normy.
Przesłanie to pojawia się w momencie, gdy udział inwestorów detalicznych na amerykańskim rynku akcji osiąga najwyższy poziom w najnowszej historii. W 2025 r. inwestorzy indywidualni skierowali na Wall Street bezprecedensowe kwoty kapitału, a inwestorzy detaliczni mieli również większy udział w ogólnej aktywności rynkowej. Długoterminowe czynniki sugerują, że to zwiększone zaangażowanie raczej się utrzyma, niż całkowicie ustąpi, ale co stanie się z inwestorami detalicznymi, głęboko zaangażowanymi w rynek, w przypadku spadku o 70%?
Dlaczego Wall Street ci tego nie powie
Grantham argumentował, że duże firmy inwestycyjne mają strukturalną motywację do zachowania optymizmu niezależnie od wycen. Przypomniał debatę z 1998 lub 1999 roku przed 1200 analitykami, podczas której 99% spośród 400 osób określających się jako eksperci rynkowi przyznało, że wyceny rynkowe gwarantowały nadejście poważnej bessy. Żaden z ich pracodawców nie ostrzegł publicznie klientów.
„Nigdy nie usłyszysz od doradców inwestycyjnych rady, żeby wycofać się z rynku” – podkreślił. „Nie jest to dla nich opłacalne, więc nigdy ci tego nie powiedzą”.
Wyjaśnił, że firma GMO straciła połowę swojego portfela klientów w ciągu dwóch i ćwierć roku, w którym ostrzegała klientów przed krachiem z 2000 roku, po prostu dlatego, że w tym okresie rynek nadal rósł, a klienci interpretowali ostrożność jako niekompetencję.
Ceny nieruchomości a nierówności
Grantham wypowiedział się również na temat rynku nieruchomości. Powiedział, że w Wielkiej Brytanii w 1994 roku typowy dom sprzedawano za kwotę równą 3,4-krotności dochodu rodziny. Od tego czasu wskaźnik ten wzrósł w niektórych regionach do ponad 10-krotności. Stwierdził, że spadek cen o 30%, choć znaczący, nadal sprawiłby, że domy byłyby drogie w ujęciu historycznym.
Jeśli chodzi o nierówności, stwierdził, że amerykański współczynnik Giniego, mierzący koncentrację bogactwa, plasuje się obecnie na poziomie Brazylii i Meksyku. Wezwał do stopniowej zmiany polityki podatkowej, zauważając, że w latach 1935–1975 dolna ćwiartka osób o najniższych dochodach osiągała zyski nieco powyżej średniej, podczas gdy górna ćwiartka – nieco poniżej, co skutkowało powszechnym dobrobytem. „W latach 40., 50. i 60. zrobiliśmy znacznie więcej, by pomóc ubogim i opodatkować bogatych, niż robimy to dzisiaj” – powiedział.
Grantham o bitcoinie
Grantham wyraził jednoznaczne stanowisko w sprawie kryptowalut. Powiedział Bartlettowi, że nie posiada żadnych, nigdy ich nie posiadał i nie zamierza ich posiadać.
„Uważam, że to niepotrzebna bzdura. Nie ułatwia niczego poza przemieszczaniem pieniędzy przez przestępców, aby nie dało się ich wykryć. Nie jest to środek przechowywania wartości, ponieważ jego kurs podlega ogromnym wahaniom – właśnie spadł z 120 tys. dolarów do 60 tys., bo tak się po prostu wydawało. Nie jest więc stabilny. Jest niesamowicie zmienny”.
Grantham kontynuował:
„Nie nadaje się do wygodnego wykorzystania jako środek wymiany. Nie można po prostu wejść do sklepu i łatwo nim zapłacić. Jedno robi jednak bardzo, bardzo dobrze. Jest wspaniałym narzędziem do spekulacji”.
Zapytany wprost, czy wartość bitcoina ostatecznie spadnie do zera, nie zawahał się. „Cóż, w odległej przyszłości tak, z pewnością spadnie do zera, ale może to zająć dużo czasu. A wiecie, w odległej przyszłości wszystko spada do zera” – stwierdził.
Rady dla przedsiębiorców i pracowników
Założycielom firm Grantham poradził, aby w miarę możliwości zabezpieczyli kapitał już teraz, zgromadzili rezerwy gotówkowe i przygotowali się na zaostrzenie warunków na rynkach kredytowych. Pracownikom doradził natomiast, aby rozwijali praktyczne, trwałe umiejętności, zwłaszcza w dziedzinie inżynierii, napraw mechanicznych i nauk ścisłych, a także budowali silne więzi społeczne.
Zapytany, czy poleciłby życie w Stanach Zjednoczonych, odmówił udzielenia bezpośredniej odpowiedzi, powołując się na erozję umowy społecznej w tym kraju oraz pogłębiające się nierówności. Wskazał na Danię, Japonię, Francję i Niemcy jako społeczeństwa o silniejszych sieciach bezpieczeństwa i lepszych wynikach w takich wskaźnikach, jak śmiertelność matek i średnia długość życia.
Ten artykuł został przetłumaczony z języka angielskiego przy użyciu sztucznej inteligencji. Oryginalna wersja angielska jest źródłem autorytatywnym; tłumaczenia automatyczne mogą zawierać nieścisłości, zwłaszcza w terminologii prawnej i regulacyjnej.















