W 2024 roku Donald Trump zrobił coś, czego nie zrobił wcześniej żaden kandydat na prezydenta z ramienia głównej partii: bezpośrednio zabiegał o poparcie społeczności Bitcoin i kryptowalut, przemawiał na konferencji Bitcoin Nashville i przedstawił się jako orędownik tej branży. Miliony z nas, wierzących w suwerenność finansową, decentralizację oraz rozdział pieniądza od państwa, dostrzegły w tym szansę. Wielu zagłosowało zgodnie z tym przekonaniem.
Artykuł redakcyjny autorstwa Corbina Frasera, dyrektora generalnego Bitcoin.com: Prezydent Bitcoin przemawia w naszej sprawie

Jakże wiele zmieniło się w ciągu osiemnastu miesięcy.
W chwili, gdy to piszę, od zawieszenia broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem minęło zaledwie kilka godzin. Czy się utrzyma, nikt nie wie. Wojna, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły 28 lutego, spowodowała już śmierć amerykańskich żołnierzy, zniszczyła uniwersytety i szkoły podstawowe, doprowadziła do zamknięcia Cieśniny Ormuz i wywołała falę wstrząsów na wszystkich rynkach na świecie. Prezydent, który obiecał zakończyć wojny, zagroził, używając własnych słów, że „cała cywilizacja zginie dziś w nocy”. Ambasador Iranu przy ONZ nazwał to podżeganiem do ludobójstwa. Eksperci debatują, czy ataki na mosty, linie kolejowe i sieci energetyczne stanowią zbrodnie wojenne. W Teheranie zginęły dzieci.
To nie jest to, na co się pisaliśmy.
Społeczność Bitcoin nie zjednoczyła się wokół kandydata politycznego po to, by stał się on kolejnym patronem kompleksu militarno-przemysłowego. Nawiasem mówiąc, właśnie tej machiny, której finansowanie Bitcoin miał koncepcyjnie ograniczyć. Biała księga Satoshiego została opublikowana w gruzach roku 2008, kiedy to Rezerwa Federalna drukowała miliardy, by ratować banki, podczas gdy rządy wydawały biliony na prowadzenie wojen, o które większość obywateli nigdy nie prosiła. Bitcoin od samego początku był protestem właśnie przeciwko temu: niekontrolowanej władzy państw do dewaluacji waluty w służbie przemocy.
Chcę jasno powiedzieć: naturalna niechęć społeczności kryptowalutowej do wojny nie jest postawą polityczną. To fundamentalna wartość. Wierzymy, że gdy rządy nie mogą drukować pieniędzy według własnego uznania, nie mogą też prowadzić wojen według własnego uznania. O to właśnie chodzi. To, co dzieje się w Iranie, to katastrofa humanitarna. Doniesienia o dzieciach zabitych w dzielnicach mieszkalnych, zbombardowanym dużym uniwersytecie, łańcuchach ludzi tworzonych przez młodych ludzi wokół elektrowni, aby chronić je przed amerykańskimi rakietami. To nie są abstrakcje. To są ludzkie koszty tego samego systemu, z którego Bitcoin miał się wycofać.
Dwutygodniowe zawieszenie broni, wynegocjowane dzięki interwencji Pakistanu, to kruche wytchnienie. Iran zgodził się na negocjacje w Islamabadzie, które rozpoczną się w piątek. Widzieliśmy już jednak, co się dzieje, gdy dyplomacja jest sabotowana. Szef wywiadu irańskiej Gwardii Rewolucyjnej został zamordowany w trakcie konfliktu, negocjatorzy stali się celem ataków, a schemat wyznaczania terminów tylko po to, by je przedłużać, sprawił, że cały proces wydaje się być tylko na pokaz. Czas pokaże, czy to zawieszenie broni się utrzyma.
To, co się nie zmieni, to matematyka. Wojny kosztują. Pieniądze muszą skądś pochodzić. A kiedy rządom kończą się uczciwe dochody, drukują pieniądze. Każdy dolar stworzony w celu sfinansowania konfliktu to dolar, który odbiera siłę nabywczą ludziom, którzy na niego zapracowali. Każda bomba zrzucona na irańskie mosty jest opłacana dolarami. Każdy lotniskowiec przemieieszczony do Zatoki Perskiej działa w oparciu o pełne zaufanie i wiarygodność kredytową Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych. Każda eskalacja powiększa deficyt, zwiększa presję na Fed i jeszcze bardziej podważa wiarygodność dolara jako neutralnej globalnej waluty rezerwowej.
Bitcoin to naprawia. Nie poprzez slogany, ale poprzez matematykę. Twardy limit 21 milionów. Żadnego Rezerwy Federalnej. Żadnego drukowania w sytuacjach kryzysowych. Żadnego finansowania wojen tylnymi drzwiami, na które społeczeństwo nigdy nie wyraziło zgody.
Do moich towarzyszy podróży w przestrzeni Bitcoina i kryptowalut: rozumiem rozczarowanie. Wielu z nas wierzyło, że zaangażowanie polityczne przyspieszy adopcję i ochroni naszą branżę. Ale nigdy nie powinniśmy byli oczekiwać, że polityk, jakikolwiek polityk, będzie uosabiał wartości decentralizacji. To zawsze było naszym zadaniem. Bitcoin nie potrzebuje prezydenta. Potrzebuje użytkowników. Potrzebuje ludzi, którzy patrzą na to, co dzieje się teraz na ich ekranach, i decydują, że wolą trzymać aktywa, których żaden rząd nie może zinflaować, aby sfinansować kolejną wojnę.
Jeśli intencją Trumpa jako faktycznego „prezydenta Bitcoina” jest utwierdzenie nas w przekonaniu, byśmy głosowali nogami, sprzedając więcej USD na rzecz BTC, to wykonuje on kawał dobrej roboty.
_________________________________________________________________________
Bitcoin.com nie przyjmuje żadnej odpowiedzialności i nie ponosi żadnej odpowiedzialności, bezpośrednio ani pośrednio, za jakiekolwiek straty, szkody, roszczenia, koszty lub wydatki jakiegokolwiek rodzaju, rzeczywiste, domniemane lub wynikowe, wynikające z lub związane z wykorzystaniem lub poleganiem na jakichkolwiek treściach, towarach lub usługach, o których mowa w niniejszym artykule. Poleganie na takich informacjach odbywa się wyłącznie na własne ryzyko czytelnika.









